VI Bieg Sokoła i znowu na podium PKB !

Miniona sobota była okazją  dla członków Przemyskiego Klubu Biegacza do zdobycia kolejnych życiowych rekordów oraz wysokich miejsc na biegowych trasach. Podczas gdy klubowi maratończycy ruszali na podbój ponad 40-kilometrowej trasy z Przemyśla do Jarosławia na II Maratonie Benedyktyńskim, czteroosobowa reprezentacja Klubu, w składzie: Lucyna Eder, Barbara Świdzińska, Jerzy Zajączkowski oraz autor niniejszego tekstu, była w drodze do Sokołowa Małopolskiego na VI Bieg Sokoła rozgrywanego na dystansie 10 km.

Troje z nas zmagało się z wymagającą trasą biegnącą przez urokliwe miasteczko oraz okoliczne lasy. Nieoceniona okazała się obecność Lucyny – naszego najwierniejszego kibica i fotografa. Miłym akcentem było spotkanie P. Zofii Turosz – biegaczki, której dokonania w tej dyscyplinie sportowej nie trzeba nikomu przedstawiać. P. Turosz okazała się nie tylko bardzo miłą ale też niezwykle skromną kobietą. Spotkanie zaowocowało pamiątkową fotografią oraz motywującymi życzeniami powodzenia w biegu.

Równo o 10:00 nastąpił strzał startera, ponad 230 biegaczy wystartowało w dwóch równoległych biegach: na dystansie 5 i 10 km. Emocjonujący start na chwilę został zepsuty przez incydent niezbyt inteligentnego kibica, który w stronę biegaczy rozpylił gaz pieprzowy.

Trasa biegła po części po nawierzchni asfaltowej, część po leśnej ścieżce. Na około 8 km na biegaczy czekał stromy podbieg, który skutecznie odbierał oddech i resztki sił. Pomimo tego bieg okazał się szczęśliwy dla Jerzego Zajączkowskiego, który zajął 11 miejsce w kategorii OPEN oraz drugie miejsce w kategorii wiekowej M40! Dobry czas zajęła również Barbara Świdzińska, która „otarła się” o podium zajmując czwartą lokatę w kategorii K20 ze stratą zaledwie kilkunastu sekund do miejsca trzeciego.

Chaos panujący w Biurze Zawodów przed biegiem pozostawił lekki niepokój co do organizacji biegu. Jednak czarne scenariusze nie spełniły się i okazało się, że sokołowski MGOKSIR stanął na wysokości zadania. Trasa okazała się świetnie wymierzona i oznakowana, newralgiczne rozstaje leśnych dróg były zabezpieczone taśmą, które dodatkowo pilnowali strażacy, organizatorzy zapewnili elektroniczny pomiar czasu oraz ciepły posiłek po biegu. Jedynym niewielkim minusem był brak punktu z wodą na trasie. Ogólnie bieg można ocenić na „piatkę” i polecić „sokołowską dychę”, której kolejna odsłona już za rok.

 


trpod

Dariusz Pansewicz