Rzeźni(czk)ów dwóch, czyli Rafał i Maciek w Bieszczadach

Zamieszczamy relację Rafała Paśko i Maćka Karwowskiego z ich bardzo udanego biegu w Bieszczadach. 

Decyzję o uczestnictwie w Biegu Rzeźniczka podjęliśmy bez wahania. Trasa, jeśli chodzi o dystans jest spokojnie do pokonania, a limit czasowy zapewniał komfort ukończenia. Zapisy na bieg zakończyły się w kilkadziesiąt minut, a organizatorzy zaplanowali Rzeźniczka Bis – co świadczy o niesamowitym zainteresowaniu biegiem. Na starcie miało stanąć 500 biegaczy. Tak też się stało. 21 czerwca, w dość ciepły, ale pochmurny poranek wsiedliśmy, z pierwszą turą biegaczy, do kolejki wąskotorowej, która zawiozła nas na start do Balnicy. Tam odbył się start ostry, a po nim 2 kilometrowy bieg drogą szutrową do lasu, gdzie następne 12 km prowadziło nas wąskimi leśnymi ścieżkami. Początek biegniemy za ostro i pierwsze podejścia (nie podbiegi) hamują tempo. Atmosfera biegu jest bardzo wesoła, żarty i pogadanki prowadzimy cały czas, aż do punktu kontrolnego (pomiar czasu) na 14 kilometrze. Maciek biegnie kilkadziesiąt metrów przede mną, motywując biegaczy i biegaczki, w tym mnie. Lecimy spokojnym tempem wiedząc co nas czeka. Po punkcie kontrolnym, zaczyna się bardzo strome podejście na Okrąglik, które większość biegaczy pokonywała w bardzo wolnym tempie, część używała kijów. Po osiągnięciu szczytu, trasa zmienia kierunek, biegniemy dalej – wdrapujemy się na szczyt Małe Jasło, potem Jasło i w końcu zbieg do Cisnej. To wymagający odcinek trasy, który dzień wcześniej „rzeźnicy” pokonywali pod górę. My zbiegamy. I wcale nie jest łatwiej, ale wiemy że meta już niedaleko. Na ostatnim fragmencie trasy są już kibice, głośno dopingują. Na metę wbiegamy razem… w kolorach PKB :).

Podsumowując bieg: polecamy go dla wszystkich biegaczy, którzy pokonują już na wybieganiach dystanse powyżej 20 km i lubią coś więcej niż tylko asfalt. Z drugiej strony jest to bieg, w którym łatwo o kontuzje – liczne kamienie, wąskie ścieżki czy mokre konary (deszcz na trasie padał kilkukrotnie), dodają uroku, ale stanowią zagrożenie, przede wszystkim dla kolan. Jednak my zakochaliśmy się w biegach terenowych i jeśli zdrowie pozwoli to staniemy niebawem na trasie biegu ultra czyli dystansie powyżej maratońskiego, rozgrywanego w terenie.
Maciej Karwowski / Rafał Paśko

rzzz (1 of 1)